Witam
Nie wiadomo jak zacząć...Uspałam moją kruszynkę i tak nie wiadomo dlaczego postanowiłam założyć bloga...Jestem młodą mamą 9 miesięcznej królewny Klary...
Urodziłam ją siłami natury nie wiem jak można to tak nazywać bo to są chyba nadludzkie siły.
Przyjechałam do szpitala na kontrolne ktg już byłam 10 dni po terminie, a moja pani dr mówiła, że
jeszcze mam czas . Badanie ktg nic nie wykazywało żadnego zbliżającego się porodu, a tu nagle w sali szpitalnej odeszły mi wody i tak się zaczęła męka. Byłam bardzo pozytywnie nastawiona do porodu ćwiczyłam przez całą ciąże ćwiczenia zalecane przez dr, które miały pomóc ukoić trochę ból podczas porodu. Nie chce wiedzieć jaki byłby ból, gdyby nie te ćwiczenia... Myślałam, że fizycznie jestem przygotowana na poród, jednak tak mi się tylko zdawało.
Położna mnie zmierzyła stwierdziła, że jestem bardzo wąska i dziecko nie przejdzie, ale skoro pani dr tak zadecydowała, że urodzę to urodzę. Dostałam zastrzyk i chodziłam z kroplówką od godziny 10 do ostatnich godzin porodu. Podczas porodu towarzyszył mi mój partner powiem Wam, że nie wiem jakbym urodziła bez jego pomocy. Cały czas mierzyliśmy skurcze. Położna co jakiś czas sprawdzała rozwarcie. Jak doszło do 7cm to weszliśmy na sale porodową i zaczęło się skakanie na piłce.Od godziny 14 ból kręgosłupa był tak silny, tak mocny że P. cały czas musiał mi go masować by złagodzić choć odrobinę mojej męki. Położna przez całą akcje porodową starała mi się pomóc kombinowała z różnymi pozycjami była bardzo pomocna. Jednak ja już miałam tego wszystkiego serdecznie dosyć myślałam już, że nie dam rady, że zaraz zejde na zawał. Wciąż powtarzała, że jeszcze chwile, że dam rade . I mówiłam do niej, że ta chwila trwa już bardzo długo. Byłam pewna, że nie dam rady, że mi się nie uda.
Do tego z tego wysiłku cały czas mi było zimno mimo że innym pot kapał po głowie. Tlen mi nie pomagał dusiłam się jeszcze bardziej. Troszkę ulżyła mi piłka. Najgorszy był ból kręgosłupa po prostu przez ten ból zapominałam, że rodzę, że mam przecież przeć. Był tak silny, że gdyby nie mój P. to nie wiem czy dałabym rade urodzić...
O godzinie 20:45 przyszła na świat moja kruszynka. Położyli mi ją na klatce była taka malutka
Ważyła 2600 50cm długa. Cud świata. Cud nad cudy. Moja mała.