poniedziałek, 14 listopada 2016

Sesja okruszka...

Teraz jest taka moda na dziecięce sesje... Wszyscy je robią... Pamiątka na całe życie.
Powiem Wam to jest super... Nigdy sami nie zrobicie sobie takich pięknych zdjęć.
A tak to będziecie się tym chwalić do końca życia...
Jest mnóstwo foto-geniuszy na rynku co zrobią z Waszą pociechą super sesje i będziecie zadowoleni.
Dodatkowo jest to super prezent dla dziadków. Zawsze można im później sprezentować album z sesji na święta i prezent z głowy :)
My dość późno zdecydowaliśmy się na sesje. Ale można już nawet z kilkutygodniowym maluszkiem mieć słodkie wspomnienie...
                            Aż trudno uwierzyć, że moja córeczka miała tutaj dwa miesiące :)



Polecam:)))

wtorek, 11 października 2016

Smoczek...

Byłam cały czas przeciwna temu wynalazkowi... Dużo osób pytało mnie, już nawet tuż po urodzeniu dlaczego nie dam jej smoczek będzie mi łatwiej itp. odpowiedzi jednak ja chciałam jak zwykle po swojemu Z drugiej strony nie rozumiem jak takiemu małemu człowieczkowi tuż po urodzeniu miałabym coś wpychać do buzi on naprawdę tego nie potrzebuje. Niektóre matki są nad wyraz wygodne i chyba same dobrze nie przemyślały tej sprawy ale to każdego indywidualna sprawa...
Ja drugi raz bym zrobiła tak samo ...Wytrzymałam ponad miesiąc bez używania smoczka,jednak po kilku nieprzespanych nocach i ciężkich dniach zdecydowałam się... nie wiem jakby to było teraz bez smoczka...
My wybraliśmy firmę AVENT

Smoczki są różne  nie ma zasady jaki wybierzemy najważniejsze, żeby nasze dziecko go zaakceptowało i było zadowolone:)

Najważniejsze, żebyśmy wiedzieli, że smoczek to nie zabawka i nie dawali dziecku cały czas.
My smoczek dajemy królewnie tylko, gdy już naprawdę jest zmęczona i idzie spać i czasami oczywiście jak ma zły humor  i gdy potrzebuje wyciszenia. Nigdy ten smoczek nie leży w jej zasięgu ręki że może sobie go wziąśc kiedy tylko ma ochotę bo tak pewnie chodziła, by z nim cały czas.
Rodzic widzi kiedy ten niezbędny przedmiot jest potrzebny :)

poniedziałek, 10 października 2016

W końcu na swoim...

Jak moja księżniczka skończyła miesiąc udało nam się wprowadzić do nowo kupionego mieszkania... Wychowywanie dziecka samemu może to dziwnie zabrzmi tym bardziej, że mój P jest z nami, ale wiadomo praca na trzy zmiany(ciężka sprawa).
Mieszkałam z malutką przez miesiąc z rodzicami i rodzeństwem pełno ludzi w domu. Cały czas coś sie działo ktoś przychodził ktoś coś opowiadał, zajął się malutką cały czas miała kontakt z dziadkami, wójkami i ciotkami itp. wiadomo czasami spokój się przydaje... W mieszkanku byłyśmy same cisza spokój spokój i jeszcze raz spokój... na poczatku stwierdziłam, że tego potrzebowałam po tygodniu myślałam że zwariuje mimo że rodzina mieszka 15km dalej nie było łatwo w domu jeden samochód niestety... ta cisza mnie przerażała starałam się jak najwięcej wychodzić na spacery żeby jakoś sobie to i oczywiście dziecku wynagrodzić. Kontakt z ludźmi nawet dla takiego maluszka jest ważny nawet bardzo ważny... nie zamykamy się z dzieckiem w domu bo stanie się odlutkiem zabieramy dzieci jeśli to jest możliwe wszędzie gdzie się da a nauczymy ich kontaktu  z otoczeniem... Moją Kruszyne zabieram praktycznie wszędzie mała potrafi się zachować w danym miejscu i dużo rozumie...

Odzyskałem dostęp do bloga

Długo nie pisałam... Postaram się to nadrobić

piątek, 15 lipca 2016

Rodzice - Dziadkowie Klary:)))

Długo nie pisałam...
Chciałam opisać bardzo ważny dla mnie "problem" właśnie nie wiem czy można nazwać go problemem.
Urodziłam córeczkę i przez pierwszy miesiąc mieszkałam u swoich rodziców.
Wszystko chciałam sama...sama...sama.
Nie chciałam pomocy mojej mamy ani taty,a mój P. szykował dla nas mieszkanie wiec też za dużo go nie było przez ten pierwszy miesiąc. Jednak to był mój duży błąd.
Postanowiłam, że księżniczka nie będzie kąpana codziennie tylko co drugi dzień. Uważam, że to jest indywidualna sprawa rodzica. Przyszedł pierwszy dzień kąpieli Klary w domu oczywiście naszykowałam sobie wszystko wzięłam malutką i wykąpałam płakała okropnie, ale ja byłam wytrwała. Moja mama była bardzo zdziwiona, kiedy powiedziałam jej, że Klara jest po kąpieli, ale nic nie powiedziała. Tak samo było ze spacerami, ubierałam malutką i wychodziłam nie pytałam się kogoś, czy ma ochotę na spacer z Klarką. Wieczorem karmiłam, kładłam spać malutką i dopiero jak zasnęła kąpałam się ja i szykowałam się do spania mimo, że moja mama nie raz mówiła, żebym się spokojnie wykąpała a ona uśpi Klarę. Tak dopiero po dwóch tygodniach zrozumiałam, że oni też chcieli by się nią troszkę nacieszyć. Więc zaprosiłam ich do kąpieli wnuczki byli wniebowzięci.
Polewali ją wodą, gadali do niej śmiali się jak dzieci. Jednak dziadkowie całkiem inaczej podchodzą do wnuków niż do swoich dzieci. Jak zmieniłam moje podejście moi rodzice rozkwitli jakby przechodzili drugą młodość. Ciesze się, że ich mam i zawsze mogę na nich liczyć.
Myślę, że niejedna z nas miała takie problemy...
Piszcie jakie Miałyście przygody z dziadkami:)

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Zaczynajmy...

Witam

Nie wiadomo jak zacząć...Uspałam moją kruszynkę i tak nie wiadomo dlaczego postanowiłam założyć bloga...Jestem młodą mamą 9 miesięcznej królewny Klary... 

Urodziłam ją siłami natury nie wiem jak można to tak nazywać bo to są chyba nadludzkie siły.
Przyjechałam do szpitala na kontrolne ktg już byłam 10 dni po terminie, a moja pani dr mówiła, że
jeszcze mam czas . Badanie ktg nic nie wykazywało żadnego zbliżającego się porodu, a tu nagle w sali szpitalnej odeszły mi wody i tak się zaczęła męka. Byłam bardzo pozytywnie nastawiona do porodu ćwiczyłam przez całą ciąże ćwiczenia zalecane przez dr, które miały pomóc ukoić trochę ból podczas porodu. Nie chce wiedzieć jaki byłby ból, gdyby nie te ćwiczenia... Myślałam, że fizycznie jestem przygotowana na poród, jednak tak mi się tylko zdawało.

Położna mnie zmierzyła stwierdziła, że jestem bardzo wąska i dziecko nie przejdzie, ale skoro pani dr tak zadecydowała, że urodzę to urodzę. Dostałam zastrzyk i chodziłam z kroplówką od godziny 10 do ostatnich godzin porodu. Podczas porodu towarzyszył mi mój partner powiem Wam, że nie wiem jakbym urodziła bez jego pomocy. Cały czas mierzyliśmy skurcze. Położna co jakiś czas sprawdzała rozwarcie. Jak doszło do 7cm to weszliśmy na sale porodową i zaczęło się skakanie na piłce.Od godziny 14 ból kręgosłupa był tak silny, tak mocny że P. cały czas musiał mi go masować by złagodzić choć odrobinę mojej męki. Położna przez całą akcje porodową starała mi się pomóc kombinowała z różnymi pozycjami była bardzo pomocna. Jednak ja już miałam tego wszystkiego serdecznie dosyć myślałam już, że nie dam rady, że zaraz zejde na zawał. Wciąż powtarzała, że jeszcze chwile, że dam rade .  I mówiłam do niej, że ta chwila trwa już bardzo długo. Byłam pewna, że nie dam rady, że mi się nie uda. 
Do tego z tego wysiłku cały czas mi było zimno mimo że innym pot kapał po głowie. Tlen mi nie pomagał dusiłam się jeszcze bardziej. Troszkę ulżyła mi piłka. Najgorszy był ból kręgosłupa po prostu przez ten ból zapominałam, że rodzę, że mam przecież przeć. Był tak silny, że gdyby nie mój P. to nie wiem czy dałabym rade urodzić...

O godzinie 20:45 przyszła na świat moja kruszynka. Położyli mi ją na klatce była taka malutka
Ważyła 2600 50cm długa. Cud świata. Cud nad cudy. Moja mała.